Be each other’s company

Wizję mam taką..

Ty masz swoją drogę, a ja swoją.

I chciałabym, żeby te nasze dwie drogi połączyły się w jedną, dwupasmową, jednokierunkową.

Żeby prędkość była ograniczana tak, że oboje idziemy krok w krok.

Razem, a jednocześnie osobno.

Wspierając się, a nie narzucając sobie.

Toksyna

Ta toksyna potrafi zepsuć mi nawet dzień jak dziś, który z założenia powinien być dniem szczęśliwym. Ta toksyna powoduje, że często robię coś, żeby nie słyszeć żali, skarg, nie znosić obrazy. Coś wbrew sobie. Toksyna sprawia, że czuję jak gnije moja dusza, że tracę poczucie własnej wartości, umiera moja ciekawość świata i chęć życia. Toksyna przejmuje nade mną kontrolę, a ja nie umiem się wyrwać. Z toksyną czasem jest idealnie, czasem znów łudzę się, że jest pozytywna, że chce mojego dobra, że wszystko jest w porządku. Nic nie jest w porządku, nic nie wygląda poprawnie czysto teoretycznie, wszystkie logiczne, proste założenia i normy są połamane. Jestem już zmęczona tą toksyczną klatką, jestem zmęczona tym że ona ma nade mną taką władzę i tak mną manipuluje.

Chcę być wolna, chcę popełniać błędy bez tłumaczenia swoich decyzji, chcę pozbyć się kontroli, zaglądania w każdą sekundę mojego życia, chcę być, chcę oddychać pełną piersią, chcę żyć.

Bo serce napomina mnie nawet nocą

Moja długa i nieprzerwana samotność duszy daje swoje znaki coraz częściej. Minęły lata, a nie ma miłości. Sentymenty zanoszą moje myśli do tej jednej osoby, którą mogłam poznawać i z którą tak naprawdę dzieliłam czas. Wtedy byłam pewna, że to nie jest osoba na całe życie i że rozstanie to dobra decyzja. A wiece jak to jest, gdy mija dużo czasu. Zapomina się o tych złych rzeczach i w sercu zostają tylko te ciepłe rozgrzewające wspomnienia. Przecież nie było źle, poznałam go dobrze, wiedziałam kiedy się denerwuje, jak okazuje niezadowolenie, radość, znałam jego indywidualizm i samotne radzenie ze wszystkim, jego siłę, miłość do rodziny, sportu, co go boli, a co cieszy i te trudne wady też znałam. To jest ten znany teren, do którego chcę czasem wrócić. Nawet jeśli teren był wyboisty i trudny. Chyba wewnętrznie boję się nowych relacji, a nie ma nowych relacji, czasu na poznawanie się, na popełnianie błędów i gdzieś w środku ciągnie  mnie do kogoś kogo już zasmakowałam w życiu. Do takiego pewniaka. I od czasu do czasu, wraz z przypływem tych miłosnych impulsów badam teren, co on czuje, czy też tęskni, jak wygląda, jak życie? Doszukuję się jakiegoś znaku, że może on też ma tak jak ja. Badania zakończone, nie tęskni, nie wraca, doskonale ze wszystkim sobie radzi i pnie się w górę. Głupia byłam, że sama na to nie wpadłam, zawsze stawiał pewne kroki w przód i nigdy nie miał stopy ugrzęźniętej w bagienku przeszłości, tak jak ja teraz. Wdech i wydech, ja też muszę przestać patrzeć wstecz  zająć się sobą. Mniej obowiązków na głowie nie służy mi, zaczynam myśleć, zaczynam czuć. Chyba wiem skąd się bierze w ludziach pracoholizm. Kolejna ucieczka mojej zbłąkanej duszy.

Ale mimo wszystko dobrze było go widzieć :)

1410 dni, 3 lata 10 miesięcy 10 dni

Mikromusic feat. Skubas – Bezwładnie

bezwładnie,
czekam aż miłość,
swoim impetem,
walnie o ziemie.