Pisane nocą..

yesthrill

Gdy poziom bezradności sięga zenitu zostaje tylko śmiech. A ja śmieję się teraz do bólu brzucha.
Mój czas od otwarcia oczu po zamknięcie na szybki sen, wypełniony jest co do minuty. Pędzę, pracuję, gonię każdą cenną chwilę. I chcę być dobra we wszystkim co robię. Wyglądać zdrowo. Pracować z uśmiechem. Uczyć się solidnie. Znaleźć wolny wieczór na spotkanie ze znajomymi. Rozwijać się. Poznawać nowe rzeczy. Wrócić czasem do domu, do rodziny. Zwiedzać. I co? We wszystkim co robię nawet nie jestem mierna. Może za mało się staram, a może to już dla mnie za dużo. I burzy się grunt pod moimi stopami.  W pracy coraz bardziej napięta atmosfera. Choroby. Chorzy. Nie mam kiedy ich odwiedzić. Nie mam kiedy wrócić do domu. Milczący znajomi. Obrażeni. Narastający stos książek. (Nie)Zaliczenia. Zmęczenie. Regres. Uciekające tramwaje. A wydawałoby się, że jest dobrze, że już jest stabilnie. A tu znów muszę wziąć się w garść i zacząć krok po kroku budować drogę, którą idę.