Stara maleńka

Przez całe moje życie towarzyszy mi uczucie, że moja dusza jest starsza niż ciało. Wieczna gonitwa. Zawsze byłam uważana za tę rozsądną, ułożoną, spokojną dziewczynkę. Nigdy nie byłam dość szalona jak na swój wiek.. i nadal to trwa. Zastanawiam się, czy cały czas będę goniła między tymi dwoma stanami.  Czy nadejdzie moment równowagi kiedy mój wiek będzie odpowiadał mojemu zachowaniu, poglądom i samoświadomości.  Doskonale wiem z czego to wynika. Nie muszę mieć skończonej psychologii, żeby wiedzieć o wpływie bycia najstarszą z rodzeństwa w niepełnej rodzinie. Poczucie odpowiedzialności za resztę i matkowanie. Takie dzieciństwo mało dziecinne sprawiło, że jestem sztywniakiem. Często nadopiekuńczym sztywniakiem, który troszczy się o znajomych jak o rodzeństwo. Opieką chcę obdarzyć cały świat jak Matka Teresa, a sama nie umiem przyjąć pomocy i zachowuję się jak myszka cicho siedząca w kącie. Ludzie wspominają liceum, studia, szeroko pojęte czasy młodości za najlepszy okres w swoim życiu, mogli szaleć, imprezować, bawić się do woli, bez zobowiązań. A ja mam nadzieję, że taki czas na dobre wspominanie dopiero przede mną. Marzę, że będę spełniać się jako żona, matka, dobry pracownik. Chciałabym żeby takie miejsce w rodzinie było moim najcudowniejszym miejscem na ziemi, żebym czuła i zachowywała się na swój wiek, żeby realizowała się w pełni. A ja nadal czuję się jak niedopasowany puzzel do układanki wszechświata. Patrzę na siebie i zastanawiam się co zrobić, żeby czuć się pewnie. Budzą się we mnie kobiece instynkty, ogromne pragnienie miłości, a póki co to ciągle błądzę. Nie umiem znaleźć pocieszenia, nie wiem jak sprawić, że będę spokojna, żeby nie panikować. Ludzie wokoło zakładają rodziny, mają dzieci, odnoszą kariery. A ja nadal tkwię zawieszona w obcym, pustym świecie. Nie chcę tak żyć. Brakuje mi już siły na czekanie, na walkę o spełnianie marzeń. Sama nie daję rady..