Mój drogi Skarbczyku wspomnień..

pinterest

W ostatnim czasie mam wiele snów. Kładę się późno do łóżka, wstaję też za późno. Dosypiając rankiem, bo przecież „zdążę”, „mam jeszcze czas”, czy „wcale nie muszę dziś wyglądać jak kobieta sukcesu”, śnię przeróżne rzeczy. Migają mi przed oczami osoby, miejsca, dziwne kreatury. Mój zmęczony mózg nie radzi sobie z przetwarzaniem informacji, które dostaje i nakłada zdarzenia, miejsca, ludzi na siebie tworząc rozpędzony, fantastyczny świat. Jest jeden sen, który miałam ostatnio i którego nie chciałabym zapomnieć jak pozostałe. Poza tym, był inny niż te komiczne, kosmiczne sny. Bardzo rzeczywisty. To było przywołanie wspomnienia z dzieciństwa, gdy rozweselony tata uczył mnie tańczyć. W tym śnie też to robił, śmiał się w moją stronę, mówił ciepłym głosem, ale nie pamiętam dokładnie co, słowa mi umykały, bo zagłuszała go muzyka, ale czułam jego delikatne dłonie, widziałam opaloną słońcem buzię, uśmiech taki jak mój, miał śnieżnobiałą koszulę i krawat, który dostał od nas pod choinkę. Patrzył na mnie z miłością, tak jak patrzył na mnie wtedy, gdy byłam jeszcze dzieciakiem. Tylko, że w tym śnie byłam już dorosłą osobą, byłam już sobą. Czułam się zmęczona, wypompowana z życia, jak kłoda, a on dalej na mnie tak patrzył i nieustannie się uśmiechał. Długo myślałam o tym śnie, skąd on się wziął, co miał znaczyć. Zazwyczaj tego nie robię, ale jego widok gdy zamykałam powieki, mnie nie opuszczał. Chyba najprościej na świecie znów chciałabym być dzieckiem, znów chciałabym być bezbronną, kruchą dziewczynką, która wszystkiego musi się nauczyć, dla której świat jest piękną zagadką, która ma błahe troski i problemy. I znów chciałabym, żeby ktoś patrzył na mnie tak jak tato z miłością, widząc we mnie ciągle swoją małą córeczkę.

Dancing with tears in my eyes