If these wings could fly..

Z muzycznego pamiętnika

♦   Birdy – Wings   ♦

Jakie to dziwne, że w takie posępne dni nie słucha się wesołej muzyki, ale spokojną.. jakby to miało poprawić nastrój.. (?) Wokoło słyszę tylko opinie od znajomych jakie to mają kiepskie humory, że wszystko jest złe, jak bardzo zamula im mózg. Wiadomo, jesień ma to do siebie. Nie odstaję od typowych standardów muzycznych na tę porę roku i na chwilę obecną zakochałam się w melodii, słowach, teledysku, klimacie piosenki, o której mowa w tym poście. Idealna na melancholijny, jesienny wieczór :)

Sunlight comes creeping in
Illuminates our skin
We watch the day go by
Stories of all we did
It made me think of you
It made me think of you

Under a trillion stars
We danced on top of cars
Took pictures of the stage
So far from where we are
They made me think of you
They made me think of you

Oh lights go down
In the moment we’re lost and found
I just wanna be by your side
If these wings could fly
For the rest of our lives

I’m in a foreign state
My thoughts they slip away
My words are leaving me
They caught an aeroplane
Because I thought of you
Just from the thought of you

Oh lights go down
In the moment we’re lost and found
I just wanna be by your side
If these wings could fly
Oh damn these walls
In the moment we’re ten feet tall
And how you told me after it all
We’d remember tonight
For the rest of our lives

If these wings could fly

Oh lights go down
In the moment we’re lost and found
I just wanna be by your side
If these wings could fly
Oh damn these walls
In the moment we’re ten feet tall
And how you told me after it all
We’d remember tonight
For the rest of our lives

zdjęcia: petrastorrs
słowa: metrolyrics
teledysk: youtube

Zatrzymaj się na chwilę..


ribiyshenok

Nie wiem co kocham bardziej
Ciebie czy tęsknotę za Tobą
Czy pocałunki czy pragnienie pocałunków
Pewne zaspokojenia
Myślałam że już nigdy nie będę pisać wierszy
A teraz serce moje wezbrało miłością jak rzeka
I wystąpiło z brzegów – jak rzeka
I bystry potok porywa słowa
Unosi słowa
I wszystkie mówią o mojej miłości
O mojej tęsknocie
O pragnieniu moim odnawiającym się jak księżyc
Gasnącym w słońcu Twojego spojrzenia

Halina Poświatowska

Nadeszła jesień i czas, gdy tak miło i przyjemnie owinąć się kocykiem, zapalić świeczkę, zaparzyć herbatkę i poruszyć serce ładnym wierszem. Po całym zapracowanym dniu, pędzeniu i wirowaniu w chaosie obowiązków tak dobrze jest się na chwilę zatrzymać.
Polecam :)

Może w innym miejscu, innym czasie..


explores

Rok temu, 14 września z okazji kolejnych „urodzin” mojego bloga cieszyłam się z tego, że nie ma miesiąca bez słowa. I ooops w końcu nadszedł czas niezapisanych miesięcy, a ponadto przegapiłam wspomniane wcześniej urodziny. W dodatku okrągłe, bo w tym roku już piąte.. Straszna matka ze mnie ;)


iniquitousheart

***

No dobrze, nastrój się i posłuchaj *klik*

Każdy człowiek ma w swoim życiu daty, które przypominają mu o wyjątkowych wydarzeniach. Radosnych.. jak urodziny (chyba stąpam po cienkim lodzie, nie dla każdego ten dzień jest radosny), imieniny (chyba mniej drażliwy temat), rocznica ślubu (gdy możemy być dumni z tego jaką mamy silną wolę przed zakupem karabinu maszynowego  i użycia przy najbliższej sprzeczce z cyklu „bo zupa jest za słona”), a może właśnie rocznice rozwodowe, ukończenia szkoły, pracy. Każdy ma taki dzień, kiedy świętuje z uśmiechem na twarzy. Kiedyś czytałam, że pary powinny co najmniej raz w tygodniu mieć swoją rocznicę (pierwszy dotyk, pocałunek, wspólny obiad, wypad do kina, małe cieszące duperelki) i ciągle dokładać nowe, żeby wspominać, celebrować i umacniać związek. To tak na marginesie :) Wracając.. są też dni, kiedy jesteśmy smutni, albo dni, gdy otacza nas aura melancholii i zadumy. I takich dni też każdy ma pewnie sporo. Dla mnie takim dniem jest dzień dzisiejszy. Nie jest to jakaś ogromna rocznica, przełomowe wydarzenie. Rok temu o tej porze byłam jednocześnie szczęśliwa i zrozpaczona. Proszę się nie śmiać. Trochę już żyję, ale pierwszy raz doświadczyłam czegoś takiego. Byłam tak bardzo zmieszana, że nie mogłam zebrać myśli, a co dopiero ubrać w słowa to co czułam. Tyci tyci, minimalnie, wręcz otarłam się o spełnienie swoich skrywanych marzeń. Takich głupich, wręcz niedorzecznych marzeń. Każdy chyba ma takie pragnienie, o którym nie powiedziałby nikomu, bo się wstydzi (chyba, że tylko ja tak mam?). Rok temu ciąg wielkich, radosnych niespodzianek był bardzo radujący i jednocześnie wręcz nieprawdopodobny, zapowiadał cudowną odmianę, której tak bardzo pragnęłam, ale boleśnie poraniło mnie, że to wszystko prowadziło donikąd. Czy dokładnie donikąd? Wtedy z pewnością odpowiedziałabym, że  tak. Teraz już się waham. Widocznie tak miało być, a całe to rozdarcie w sercu w dziwny sposób mnie umocniło. Czekam, a jednocześnie robię co tylko mogę, żeby jednak udało mi się spełnić to marzenie. Trwam w nim dalej i jak nigdy wcześniej jestem pewna, że właśnie tego chcę. Innymi torami dążę do spełnienia. Czasem dopada mnie panika, że ktoś mnie wyprzedzi, że może to nie jest dla mnie, że się nie uda i zostanę w tym ciemnym, zakurzonym, pajęczym, samotnym kącie. A przecież było tak cudownie i mogło być tak słodko łatwo. W moim życiu nigdy nie jest łatwo, potwierdzone na milion sposobów, część z nich jest wklikanych w blogu. Wielka szkoda.
Tamten dzień jest jednym z tych do których chętnie bym wróciła. Chciałabym poczuć jeszcze raz to rozlewające się uczucie gorąca po całym ciele, piekące policzki i totalny chaos w głowie. I chciałabym zobaczyć siebie z boku, na swoje oczy, wyraz twarzy i zagubienie w podstawowym egzystowaniu. A tak bardziej bardziej to chciałabym przeżyć to jeszcze raz, ale z innym zakończeniem.

Najnowszy wpis miał być zupełnie inny. Planowałam go od dłuższego czasu, kilka tematów, które plątały się po mojej głowie przykrył kurz. Miało wyjść inaczej, wyszło jak wyszło. Masło maślane, które było mi dziś potrzebne.

Może kiedyś te wszystkie niedorzeczne marzenia się spełnią.
Może w innym miejscu, innym czasie..

Dobrej nocy