28.01.15

 

Spodobało mi się wprowadzanie zmian w życie. Ta adrenalina i niepewność przed nieznanym. Ostatnio moje dni wypełnione są tylko takimi uczuciami. A najpiękniejsze w tych dniach są wieczory, gdy wtulam się w moją kołdrę, otacza mnie ciemność i cisza, a w wyobraźni także te bezpieczne ramiona. Z marzeń tylko to mi pozostało. Wszystkie wyidealizowane nadzieje ulatniają się.

Moja słaba silna wola zaczyna się wzmacniać ;)

11.01.15

Czasem potrzebuję kopa w tyłek, żeby zejść na ziemię.
Może teraz przestanę bujać w obłokach i zachowywać się jak niezrównoważona dziewczynka z gimnazjum. Trzeba zająć się konkretnie swoim życiem. Nie ma czasu na rozpaczanie. Nie płacze się nad rozlanym mlekiem. Nie można być naiwniakiem. To mnie zaczęło niszczyć. Nie ma cudów. Nie zdarzy się już nic przełomowego. Moje największe obawy potwierdziły się. Rozhulałam się w marzeniach, pędziłam na oślep przed siebie i spotkałam mur. Trudno. Sama jestem sobie winna. Naiwniactwo, powtarzam! Jestem idiotką, rozum dawno sugerował, by z tym skończyć. Cóż. Sama muszę zapracować na siebie i swoje życie, bo ono nie zmieni się na pstryknięcie palami. Szkoda, że tak długo błądziłam, licząc, że tak się stanie. Co ja w ogóle sobie myślałam? Że moje życie będzie historią kończącą się „…i żyli długo i szczęśliwie”? Od długiego czasu zmierza w zupełnie innym kierunku. Bez użalania. Przywykłam. Jestem silna. Kolejny epizod kończący się rozczarowaniem, a ja teraz skupiam się na swoim życiu. Wstaję i walczę dalej, bez złudzeń, bez marzeń, bez głupkowatych nadziei. Jest jeszcze tyle do zrobienia. Nic samo się nie stanie! <wdech i wydech> Sama dam sobie radę ze wszystkim.
Tryb: Zosia samosia – ON!
Jeszcze będę z siebie dumna. Będę.