20.09.11

Żadna miłość nie jest prosta, ale – jak narkotyk – odurza tylko pierwsza.

W swoim życiu byłam tylko raz zakochana, całym sercem i duszą. To była moja pierwsza, wielka miłość. Wszystkie uczucia radości i smutku odczuwałam skrajnie najmocniej. Byłam zupełnie oderwana od ziemi i z całą gromadą motyli w brzuchu. Ale jak to zwykle z pierwszą miłością bywa, wszystko się skończyło. Przez długi czas jej resztki we mnie siedziały, a teraz? Teraz pozostał tylko maleńki sentyment. Długo, długo żaden chłopak nie poruszył mojego serca. Przez spory okres czasu nawet nie dopuszczałam myśli, że z kimkolwiek mogłabym się związać. Wszystkich moich adoratorów gasiłam na starcie. Nawet nie chciałam próbować. Jestem osobą stabilną uczuciowo i nie należę do dziewczyn, które co miesiąc przeżywają „największą miłość życia”. Aż tu nagle pojawił się osobnik, który przyciągnął moją uwagę. Początkowo w sposób zupełnie negatywny. Uznałam, że jest to chłopak pewny swoich atutów i tego jak działa na dziewczyny, dlatego unikałam kontaktu z nim. Nie bez powodu wzdycha za nim połowa damskiej części mojej szkoły. Może, to że miałam okazję poznać jego charakter? a może to, że to on starał się o kontakt ze mną, a nie odwrotnie? a może to, że umówiliśmy się na krótki spacer? – sprawiło, że zaczął częściej gościć w moich myślach.. I choć teraz nasz kontakt jest w martwym punkcie to na jego widok zawsze mam niekontrolowany dziwaczny uśmiech, automatycznie poprawiam układ włosów i panicznie zastanawiam się czy standardowo czymś się nie wygrzebałam. Idąc korytarzem szukam jego twarzy, zwracam uwagę gdzie jego klasa ma lekcje, o której kończy. Od czasu, gdy złapałam z nim kontakt pojawiają się takie zachowania, które dawno już u mnie nie gościły. Czy to już powód by się martwić, że coś mnie bierze? Czy to pierwsze objawy zauroczenia? Ale gdzie ta euforia i ekscytacja którą miałam podczas pierwszej miłości? A może druga miłość jest bardziej dojrzalsza i mniej emocjonalna? A może po prostu jestem tylko jak te wszystkie zaślepione w niego dziewczyny? Może ulegam presji Przyjaciółki, która mówi ‚bierz to Ciacho!’ ? Tylko, że prócz Ciacha, widzę w nim człowieka. Człowieka, który swoją obecnością, uściskiem dłoni, czy przytuleniem – poprawia mi humor. Chyba trochę pobłądziłam i nie umiem jasno określić tego co czuję. Zobaczę, co przyniesie czas..

Im dłużej trwamy w samotności, tym większą abstrakcją staje się dla nas związek..

14.09.11



ROK !


Nie spodziewałam się, że tak długo będę miała bloga. Zawsze moja ‚kariera’ blogerska kończyła się po paru miesiącach. A tu taki suprise. I chociaż nie rozpisuję epopei o moim życiu to przekazuję cząstkę siebie, myśli zaprzątające moją głowę, aktualne problemy, smutki, radości. Nie zależy mi na komentarzach, popularności. Nie w tym sens. Blog jest taki dla mnie, taki mój, mogę być tu anonimowa, a przede wszystkim takie wystukanie kilkunastu literek potrafi przynieść ulgę. Poza tym lubię to uczucie, gdy czytam wpisy sprzed kilku miesięcy i widzę ile się zmieniło. Rozpoczęłam pisanie bloga, bo chyba potrzebowałam czegoś nowego. Nowej ucieczki, gdy szkoła, gorąca herbata, muzyka, książki niedostatecznie zagłuszały moje myśli i leczyły pokaleczone serduszko. Zawód miłosny.. tak, to mnie tu przygnało. Nie mogłam już cierpieć w ciszy i samotności, musiałam dać upust emocjom. Teraz wszystko prezentuje się w innych barwach. Czas.. on najbardziej pomaga. Pisanie takiego ‚pamiętnika’ to fajna sprawa. Polecam, polecam.

{posłuchaj}

11.09.11

Nie za godzinę, od jutra, za tydzień, miesiąc, rok. Potrzebuję zmian teraz, zaraz. Jeśli nie zmobilizuję się od razu to nic z tego nie wyjdzie. Ale co zrobić, gdy silna wola, nie jest wcale taka silna? Przynajmniej spróbuję. Muszę. Przecież dzisiaj to dobry dzień :)

08.09.11

Nie narzucam się.
Nie robię nic na siłę.
Nie podejmuję sama decyzji.
Nie rzucam się na głęboką wodę.
Nie robię pierwszego kroku.
Nie jestem nachalna.
Przykro mi bardzo.
To właśnie ja.

Więcej deszczowej pogody i chłodnego wiatru poproszę.

02.09.11

Naprawdę jaka jestem nie wie nikt.

Wiedziałam, że tak będzie! To dopiero pierwsze dni, a już zburzyły moją harmonię układaną skrupulatnie przez ostatnie dwa miesiące. Ale ja się nie dam się. Mimo, że wulgaryzmy cisną się na usta, żeby rozładować emocje. Nie dam się. Choć ciągle mam pod prąd, ciągle pod górkę, pod wiatr. Takie moje życie. Przecież do wszystkiego można się przyzwyczaić.. nawet do tego, że zawsze jestem tą gorszą.

Ja pier*olę.. jak mi smutno..