Szanuj swoje ciało.

Nigdy nie daj sobie wmówić, że ktoś wie lepiej niż Ty sama. Słuchaj swojego ciała. Jeśli czujesz, że ktoś narusza Twoją przestrzeń osobistą to naprawdę ją narusza, Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie daj się zbałamucić głupią pseudomądrą gadką, bo tak jak ja położysz się kiedyś do łóżka, a tak naprawdę obudzisz się i otworzysz szeroko oczy, widząc to, co sprytnie tuszowałaś udając, że nic złego się nie dzieje. Dzieje się. Słuchaj swojej podświadomości. Nie ufaj nikomu. Nie daj się wykorzystać. Nigdy więcej nie daj się wykorzystać. Twoje ciało to świątynia, a nie stragan na pchlim targu. Szanuj je. Zły dotyk utworzy na Twoim ciele blizny, niewidoczne, piekące blizny, które będziesz widziała tylko Ty. Nie bądź tak głupia jak ja. Nie dopuść do sytuacji, w której z trudem będziesz patrzyła w lustro. Patrz na siebie z dumą, a nie ofiarnie czując się upodlona. Nie daj się upodlić. Szanuj się.

***

Edit.
Znów przegapiłam urodziny mojego bloga. Przynajmniej mam pretekst do otwarcia butelki wina.

Wie pani..

ck.lublin.pl

Różne są zakręty w życiu, zwątpienia. Trzeba się ciągle stymulować, żeby się chciało chcieć. (…)  Trzeba mieć pracę, która kręci i bliską osobę obok. I już. Wie pani, mnie kręci aktorstwo, film ciekawy, śpiewanie, ale i to, że lekarze zrekonstruują korę mózgową u myszy.

- Ewa Błaszczyk -

Idealnie nieidealni

joemonster

Dorastamy obserwując ludzi dookoła nas. Poznajemy szeroką gamę ludzkich zachowań i cech charakteru. Napotkani ludzie kształtują nas i  powodują,  że potrafimy powiedzieć czego nie potrafimy znieść, co nas drażni, co jest neutralne, a co bardzo lubimy. Kreujemy postacie o nieskazitelnych cechach, tworzymy idealny oraz człowieka. Idąc przez życie wypatrujemy osobę, która tę wędrówkę przeżyje razem z nami i szukamy w niej jak największej ilości tych pozytywnych cech, a jak najmniej tych negatywnych. Wygląda to na proste, oczywiste i zapewne spora część populacji powiedziałaby, że w teorii tak właśnie jest. No właśnie, w teorii. Wydawało mi się, że mam dość silnie określone co jest dla mnie ważne i czego oczekuję od drugiej osoby. I spotkałam chłopaka, który ma wszystko co mi potrzeba, charakterem zgarnął wszystko to o czym marzę, nie tylko te najważniejsze rzeczy, ale te mało ważne też, ale to nie wszystko. Nie tylko charakter, ale sposób patrzenia na świat ma taki jak ja, mamy podobną wrażliwość, tak samo oceniamy społeczeństwo i tak samo patrzymy na przyszłość. I normalnie powinnam słyszeć już w oddali marsz Mendelsona i wybierać imiona dla dzieci. A co ja słyszę? Anielski orszak niech mą duszę przyjmie.. Jak to jest możliwe, że spotkałam chłopaka wyrwanego z moich marzeń, mającego wszystko o czym śnię wieczorami, a moje serce nie zabiło szybciej? Gdzie tkwi szkopuł? Można mieć wszystko, a jednocześnie nic? Wszystko co sobie układałam przepadło. Tak naprawdę nie da się wykreować drugiej połówki. I choć nieważne jak idealna by była, musi być to bliżej nieokreślone COŚ, co sprawia że patrzysz, czujesz i wiesz, że to właśnie TA osoba ma Ci towarzyszyć na wspólnej wędrówce przez trud dnia codziennego. Tak naprawdę to co teraz napisałam tez wydaje się być logiczne i mało odkrywcze, ale dla mnie to był ogromny szok i powód kilku nieprzespanych nocy, gdy zastanawiałam się JAK to jest możliwe? DLACZEGO nie wariuję? Niepojęty jest mózg i serce człowieka, a szczególnie jeśli jest kobietą i sama utrudnia sobie życie. Sama nie wiem już, czego mi potrzeba skoro to wszystko, co układałam sobie w głowie przez lata nie jest priorytetem. Teraz chciałabym okryć co jest tym CZYMŚ co sprawia, że widzimy świat w różowych barwach, a w środku czujemy żar miłości.

Stara maleńka

Przez całe moje życie towarzyszy mi uczucie, że moja dusza jest starsza niż ciało. Wieczna gonitwa. Zawsze byłam uważana za tę rozsądną, ułożoną, spokojną dziewczynkę. Nigdy nie byłam dość szalona jak na swój wiek.. i nadal to trwa. Zastanawiam się, czy cały czas będę goniła między tymi dwoma stanami.  Czy nadejdzie moment równowagi kiedy mój wiek będzie odpowiadał mojemu zachowaniu, poglądom i samoświadomości.  Doskonale wiem z czego to wynika. Nie muszę mieć skończonej psychologii, żeby wiedzieć o wpływie bycia najstarszą z rodzeństwa w niepełnej rodzinie. Poczucie odpowiedzialności za resztę i matkowanie. Takie dzieciństwo mało dziecinne sprawiło, że jestem sztywniakiem. Często nadopiekuńczym sztywniakiem, który troszczy się o znajomych jak o rodzeństwo. Opieką chcę obdarzyć cały świat jak Matka Teresa, a sama nie umiem przyjąć pomocy i zachowuję się jak myszka cicho siedząca w kącie. Ludzie wspominają liceum, studia, szeroko pojęte czasy młodości za najlepszy okres w swoim życiu, mogli szaleć, imprezować, bawić się do woli, bez zobowiązań. A ja mam nadzieję, że taki czas na dobre wspominanie dopiero przede mną. Marzę, że będę spełniać się jako żona, matka, dobry pracownik. Chciałabym żeby takie miejsce w rodzinie było moim najcudowniejszym miejscem na ziemi, żebym czuła i zachowywała się na swój wiek, żeby realizowała się w pełni. A ja nadal czuję się jak niedopasowany puzzel do układanki wszechświata. Patrzę na siebie i zastanawiam się co zrobić, żeby czuć się pewnie. Budzą się we mnie kobiece instynkty, ogromne pragnienie miłości, a póki co to ciągle błądzę. Nie umiem znaleźć pocieszenia, nie wiem jak sprawić, że będę spokojna, żeby nie panikować. Ludzie wokoło zakładają rodziny, mają dzieci, odnoszą kariery. A ja nadal tkwię zawieszona w obcym, pustym świecie. Nie chcę tak żyć. Brakuje mi już siły na czekanie, na walkę o spełnianie marzeń. Sama nie daję rady..