Szeryfie Chuck,

Nie powinno nikomu życzyć się śmierci. Tak samo jak nie powinno się jej wymierzać. Szczególnie sobie.

Pewnie nie jestem świadoma ile Pan doświadczył w swoim życiu. To co Pan opowiedział to pewnie tylko końcówka szpilki, którą ma Pan w sercu. Pokruszyło się to Pana człowieczeństwo i życie, a wraz z nim gasła nadzieja. Nadzieja na zdrową rodzinę, dzieci w domu, kochającą żonę, ciepły obiad, pracę, wierzgającego psa i trzeźwość. Niektórzy mają wszystko, a tak naprawdę nie mają nic. Pan nie miał nic, a zawsze tyle do ofiarowania. W swojej ułomności, niezdarności niósł Pan radość.

Nie chcę, żebyś wrócił Pan jako „roślinka” i żył w zamkniętej klatce cierpienia. Sam na sam z bólem. Nie chcę też, żeby Pan po prostu umarł. Wiem, że odejście z tego padołu sprawiłoby Panu ulgę. A ja jak każdy człowiek stający w obliczu śmierci drugiej istoty egoistycznie chcę, żeby Pan po prostu żył..

Gdziekolwiek podąży Pana życie, mam nadzieję, że doświadczy Pan spokoju i radości.

Czekam na Pana ciepły uśmiech,

Słonko

W tramwajowym tłumie..

Czarna otchłań pożerająca
Moją duszę zmęczoną
Płuca zapadają się
Ramiona kulą
Myśli rozsadzają czaszkę
Tak bardzo nie chcę
Tu być
I Ciebie nie chcę
Nie radzę sobie z istnieniem
Żałuję, że Cię poznałam
A nie umiem sprawić
Byś zniknął z mojego życia
Boże najmiłościwszy
Daj mi siłę
Lub odbierz toksynę