Owulacja

Przy owulacji najgorsze jest to, że tęsknisz. Czytasz stare wpisy i.. tęsknisz. Czytasz pamiętnik.. tęsknisz. Przeglądasz stare zdjęcia.. tęsknisz. Wspominasz i co? Tęsknisz. Otwierasz lodówkę i też tęsknisz. Przy każdym oddechu i mrugnięciu okiem.. tę-sknisz. Tęsknisz za byciem kochaną, mocnym uściskiem, skradzionymi buziakami, za ciepłem, bliskością i obecnością drugiej osoby, za namiętnością, pożądaniem, wspólną ciszą i radosnym śmianiem.

I wiecie co? Chyba wszystkie moje najgłupsze miłosne decyzje podejmowałam podczas owulacji. Drugą opcją jest zaćmienie umysłu. Prawdopodobnie permanentne. Czytaj: głupota.

Oszaleję, serio. Mój organizm wariuje.

Głupie hormony.

Pisane nocą..

yesthrill

Gdy poziom bezradności sięga zenitu zostaje tylko śmiech. A ja śmieję się teraz do bólu brzucha.
Mój czas od otwarcia oczu po zamknięcie na szybki sen, wypełniony jest co do minuty. Pędzę, pracuję, gonię każdą cenną chwilę. I chcę być dobra we wszystkim co robię. Wyglądać zdrowo. Pracować z uśmiechem. Uczyć się solidnie. Znaleźć wolny wieczór na spotkanie ze znajomymi. Rozwijać się. Poznawać nowe rzeczy. Wrócić czasem do domu, do rodziny. Zwiedzać. I co? We wszystkim co robię nawet nie jestem mierna. Może za mało się staram, a może to już dla mnie za dużo. I burzy się grunt pod moimi stopami.  W pracy coraz bardziej napięta atmosfera. Choroby. Chorzy. Nie mam kiedy ich odwiedzić. Nie mam kiedy wrócić do domu. Milczący znajomi. Obrażeni. Narastający stos książek. (Nie)Zaliczenia. Zmęczenie. Regres. Uciekające tramwaje. A wydawałoby się, że jest dobrze, że już jest stabilnie. A tu znów muszę wziąć się w garść i zacząć krok po kroku budować drogę, którą idę.